Spis treści
Rejs jachtem to jeden z najbliższych kontaktów z naturą, jakie możesz przeżyć na wakacjach. Ale bliskość oznacza też odpowiedzialność – to, co wyrzucisz za burtę lub zostawisz w marinie, wpływa na morze, które właśnie podziwiasz. Eco savoir vivre na jachcie nie wymaga wyrzeczeń; wymaga kilku nawyków, które szybko stają się drugą naturą.
Co robić ze śmieciami na jachcie – praktyczny system, który działa
Największy problem podczas rejsu morskiego jachtem to brak miejsca. Nie masz luksusu trzech pojemników na śmieci jak w domu, a najbliższy port z segregacją może być oddalony o dwa dni żeglugi. Dlatego kluczowa jest minimalizacja odpadów jeszcze przed wejściem na pokład.
Rozpakuj zakupy w marinie przed wypłynięciem. Kartony, folie i zbędne opakowania zostaw w kontenerach portowych – na jachcie zajmują miejsce i szybko zaczynają śmierdzieć w upale. Przesyp sypkie produkty do wielorazowych pojemników, wyjmij żywność z tekturowych pudełek. Kilogram śmieci mniej na starcie to kilogram mniej do przechowywania przez tydzień.
Na pokładzie sprawdza się system dwóch worków: jeden na odpady suche (plastik, metal, szkło), drugi na mokre (resztki jedzenia). Suche śmieci zgniataj na bieżąco – pusta butelka PET zajmuje dziesięć razy mniej miejsca po zgnieceniu. Mokre trzymaj w najchłodniejszym miejscu pod pokładem i wyrzucaj przy każdej okazji, oczywiście w porcie.
Pro-tip: Puszki po napojach i konserwach płucz wodą morską zaraz po opróżnieniu. Resztki jedzenia w metalowym pojemniku to w trzydziestostopniowym upale bomba zapachowa, która po dwóch dniach potrafi zepsuć atmosferę na całym jachcie.
Szkło to osobna kategoria – niektóre mariny mają dedykowane pojemniki, inne nie. Butelki po winie trzymaj w skrzynce, w której je kupiłeś, i oddaj przy najbliższej okazji. Nigdy nie wyrzucaj szkła za burtę, nawet z myślą, że morze je wygładzi – rozbite butelki na dnie to zagrożenie dla nurków i zwierząt przez dziesiątki lat.
Resztki jedzenia i odpady organiczne – co można, a czego nie wolno
Panuje mit, że resztki jedzenia można wyrzucać do morza, bo są biodegradowalne. Technicznie to prawda, ale z wieloma zastrzeżeniami, które czynią tę praktykę problematyczną.
W Morzu Śródziemnym, szczególnie w zatokach i przy brzegu, woda wymienia się wolno. Resztki opadają na dno, rozkładają się i zużywają tlen, którego brakuje potem rybom i organizmom dennym. Jedna skórka od banana nie zrobi różnicy; dwadzieścia jachtów wyrzucających resztki obiadu w tej samej zatoczce przez całe lato – już tak.
Zasada jest prosta: w portach i zatokach wszystkie odpady organiczne lądują w worku na śmieci. Na otwartym morzu, powyżej trzech mil od brzegu i przy głębokości przekraczającej pięćdziesiąt metrów, możesz wyrzucić rozdrobnione resztki roślinne – obierki, niedojedzone warzywa, resztki owoców. Mięso, ryby, nabiał i przetworzona żywność zawsze zabierasz do portu.
Olej po smażeniu to osobny problem. Litr oleju potrafi zanieczyścić milion litrów wody, tworząc film na powierzchni, który blokuje wymianę tlenu. Zbieraj zużyty olej do pustej butelki PET i oddawaj w marinie – większość portów ma punkty odbioru olejów i płynów eksploatacyjnych.
Środki czystości i kosmetyki – co wybierać, żeby nie truć wody w czasie rejsu
Wszystko, czego używasz na jachcie, prędzej czy później trafia do morza. Szampon pod prysznicem, płyn do naczyń, środek do czyszczenia pokładu – marina nie ma oczyszczalni ścieków, a kotwicowisko tym bardziej.
Wybieraj produkty z certyfikatem biodegradowalności morskiej – to nie to samo co zwykła biodegradowalność. Standardowe eko środki rozkładają się w glebie, ale w wodzie słonej zachowują się inaczej. Szukaj oznaczenia „marine biodegradable” lub „safe for marine life” na opakowaniu. Marki takie jak Ecover Ocean, Sea-Safe czy Riviera produkują całe linie kosmetyków i środków czystości przeznaczonych na jachty.
Krem z filtrem to cichy zabójca raf koralowych i ekosystemów przybrzeżnych. Filtry chemiczne (oxybenzone, octinoxate) zabijają larwy korali i zakłócają rozmnażanie ryb. Wybieraj kremy z filtrami mineralnymi (tlenek cynku, dwutlenek tytanu) – są bezpieczne dla wody i skuteczniejsze na skórze.
Pro-tip: Zamiast płynu do mycia naczyń użyj sody oczyszczonej zmieszanej z wodą morską. Czyści równie skutecznie, kosztuje grosze i możesz wylewać ją za burtę bez wyrzutów sumienia. Na tłuste garnki po smażeniu sprawdza się musztarda – odtłuszcza lepiej niż większość detergentów.
Toaleta na jachcie – temat, o którym nikt nie chce mówić
Zbiornik fekaliów (holding tank) to obowiązkowe wyposażenie każdego czarterowanego jachtu w Europie. Przepisy są jasne: w odległości mniejszej niż trzy mile od brzegu musisz pompować nieczystości do zbiornika, a opróżniać go tylko w wyznaczonych punktach w marinach. W praktyce wiele osób ignoruje te zasady, co widać i czuć w popularnych zatokach w szczycie sezonu.
Opróżniaj zbiornik przy każdej okazji – nie czekaj, aż się zapełni. Pełny holding tank w upale generuje zapachy, które przenikają do kabiny, a przepełnienie oznacza awarię, której nie chcesz doświadczyć. Na przykład większość marin we Włoszech ma stacje pump-out; szukaj znaku z napisem „scarico acque nere” lub pytaj w kapitanacie.
Papier toaletowy to przyczyna większości zatorów w jachtowych toaletach. Używaj specjalnego papieru szybko rozpuszczalnego (dostępny w sklepach żeglarskich) albo wyrzucaj zużyty papier do kosza zamiast do muszli. Brzmi nieprzyjemnie, ale przepchanie pompy próżniowej w trzeci dzień rejsu brzmi znacznie gorzej.
Kotwiczenie bez niszczenia dna
Łąki posidoni (trawy morskiej) to płuca Morza Śródziemnego – produkują tlen, są domem dla młodych ryb i stabilizują dno. Kotwica wbita w posidonie wyrywa rośliny, które rosły przez lata; blizna zostaje na dnie przez dekady.
We Włoszech kotwiczenie w łąkach posidoni jest prawnie zabronione, a kary sięgają kilku tysięcy euro. Ale nawet bez przepisów – nie chcesz niszczyć ekosystemu, który sprawia, że woda jest tak czysta i niebieska. Coraz więcej popularnych kotwicowisk instaluje boje cumownicze (mooring buoys), które pozwalają zacumować bez rzucania kotwicy. Opłata wynosi zazwyczaj 20-50 euro za noc i warto ją zapłacić – oszczędzasz dno, masz pewność, że kotwica nie pełznie po gładkiej skale, i śpisz spokojniej.
Ekologiczny rejs to nie kwestia wielkich poświęceń, ale codziennych wyborów – każdy worek śmieci zabrany do portu, każdy krem z filtrem mineralnym i każda kotwica rzucona na piasek zamiast w trawę składa się na morze, do którego warto wracać.